Ja nawet nie wiem, jak to skomentować, bo tu jest tak chamski greenwashing, że ręce opadają. Na dodatek niewiele można z tym zrobić, bo raczej ecocert nie będzie pozywać chińskiego producenta.

Balsam do ciała, eco essence, werbena i bergamotka, na odwrocie logo ecocert plus dwa wymyślone certyfikaty: environmental friendly product i not tested on animals. Wszystko to kłamstwo. Począwszy od werbeny i bergamotki, obok których ten balsam nawet nie leżał, bo tu jest tylko sztuczny zapach udający te aromaty.

Skład jest krótki i zarazem tragiczny. Phenoxyethanol i silikony są tu najmniejszym problemem. Balsam oczywiście oparty o parafinę, czyli produkt uboczny rafinacji ropy naftowej, więc zdecydowanie nie jest przyjaźnie dla środowiska. Najbardziej jednak uderzył mnie 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol – silny konserwant, uwalczniacz rakotwórczego formaldehydu, z tego względu już rzadko stosowany w kosmetykach, ale jak widać nie wszędzie. Na koniec chelator Disodium EDTA, który wzmacnia działanie całego tego syfu powyżej.

Ta formulacja to typowy balsam hotelowy, oparty o parafinę (złudne wrażenie nawilżenia), silikony (złudne uczucie poślizgu na skórze i jednwabistej konsystencji), syntetycznych konserwantach (zupełnie realne ryzyko smarowania się rakotwórczym formaldehydem)2 i sztucznym zapachu (co najmniej będzie boleć głowa od tej sztucznej werbeny).

 

Jedna z Was znalazła ten balsam do hotelu w Dubaju i niestety zaufała logo ecocert, które tu chamsko ktoś wkleił. Hotelowy luksus? Raczej jego podróbka. Jak ktoś wkleja ecocert na parafinę z formaldehydem, to może jedynie dostać certyfikat bezczelności.