Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Greenwashing Under 20

Jak zrobić wodę z mózgu małolatom? Sprawdźmy, czy interesują ich kosmetyki naturalne. Tworzymy osobną serię w kolorze zielonym (to chyba oczywiste), ale tylko dwa kosmetyki zrobimy naturalne z certyfikatem, a pozostałe nie. Ale komunikujemy wszystko, że #natura #naturalnekosmetyki

To bardzo ładnie wygląda w firmowym sklepie internetowym, a jeszcze lepiej na insta, gdzie rasują produkty certyfikatem, którego nie ma, bo tonik w rzeczywistości nie ma certyfikatu i go nie dostanie z tym składem. Ja rozumiem, że mógł się pomylić ktoś, kto obsługuje profil na insta. Ale nad nim jest ktoś, kto to akceptuje (albo przynajmniej powinien!). Przy czym to nie jest jeden post, który wprowadza młodych klientów w błąd (na kolejnych zdjęciach dwa screeny z oficjalnego profilu).

 

A tak to wygląda na półce drogeryjnej: jeden kosmetyk z certyfikatem ecocert, a obok antybakteryjny żel łagodzący, który w składzie ma kilka PEG-ów, Propylene Glycol, Phenoxyethanol plus mikroplastik. Ale też zielony, tylko już certyfikatu brak (bo z tym składem nie ma szans).

Wstyd Dr. Eris! Po pierwsze za wprowadzającą w błąd komunikację na profilu, a po drugie taką markę stać, żeby zrobić całą certyfikowaną serię, a nie się podciągać po eko trend dwoma produktami. Tymczasem mamy tu greenwashing i oszukiwanie konsumentów. To się fachowo nazywa nieuczciwa praktyka rynkowa.

 

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.
%d bloggers like this: