Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Mydło hipoalergiczne ze znanym alergenem w składzie

Zadałam pytanie, czy uważacie szare mydło za kosmetyk naturalny? Na fb prawie połowa tak właśnie uważa. Na ig 30% moich ankietowanych uznało szare mydło za kosmetyk naturalny (52 głosy na tak, 121 na nie). To dużo, a więc trzeba sprawę wyjaśnić. Bo gdy ktoś uważa, że to kosmetyk naturalny, to do akcji wkraczam ja i porównuję deklarację marketingową z przodu opakowania z listą składników z tyłu. I mamy tu sporo rozbieżności.

Pierwotnie to mydło miało być ilustracją do tego, jak można połączyć deklarację, że to produkt hipoalergiczny z alergenem roku w składzie – Methylisothiazolinone (w skrócie: MI). Jak widać można. Jak mam to nazwać? Zwykle producenci odpowiadają, że to tylko konserwant, który chroni przed zakażeniem mikrobiologicznym. Milczeniem pomija fakt, że wywołuje bardzo dużo alergii.

Są niewiążące wytyczne dla producentów, kiedy stosować deklarację, że kosmetyk jest hipoalergiczny. Producent powinien mieć dowody, że użyte składniki mają niski potencjał alergenny i zostały dobrane z wyjątkową starannością. Taki kosmetyk nie powinien zawierać substancji o istotnym potencjale uczulającym. Ale to nie jest wiążące. Czego nie rozumiesz?

Zaczęłam od hipoalergicznej deklaracji, ale tutaj cała etykieta wymaga komentarza. Tradycyjne polskie szare mydło – co to oznacza tak naprawdę? Tradycja nie jest zbyt długa, bo MI jest dopuszczone do stosowania jako konserwant od 2005 r.  Nie ma w prawie definicji szarego mydła, nie ma receptury zastrzeżonej prawnie dla szarego mydła. I to jest polski błąd, bo syryjskie Aleppo ma swoją recepturę, francuskie mydło marsylskie też. A mydło ze zdjęcia nie ma nic wspólnego z szarą kostką, znaną z lat 80-tych. I to jest niestety wina samych producentów, że tak to zepsuli.

Prawdą jest, że jest to produkt wegański, ale powtarzam po raz kolejny – nie mylmy kosmetyku wegańskiego z naturalnym. To nie jest to samo – jak widać po liście składników. Cocamide DEA, Propoylen Glycol, PEG-i – to nie są składniki, które powinny się znaleźć w kosmetyku naturalnym. Do tego sztuczny zapach. Powiecie – jak to, przecież to mydło prawie nie pachnie! Bo kompozycje zapachowe to nie tylko zapach mango, ale również maskowanie odoru, nieprzyjemnego zapachu użytych substancji chemicznych. Gdyby nie było tej neutralizującej kompozycji zapachowej może w ogóle nie chcielibyście tego mydła powąchać. To wiedzą tylko pracujący w laboratorium technolodzy i chemicy, którzy zapewne mają podpisane mocne klauzule o zachowaniu poufności wraz z umową o pracę.

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

4 Comments

    1. No właśnie to pochodzenie ma tutaj kluczowe znaczenie. W składzie INCI propylene glycol jest pochodną ropy naftowej (inaczej musi to być wyraźnie zaznaczone). Takiego PG żadna organizacja certyfikująca kosmetyki naturalne nie akceptuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: