Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Zużyte polecone – do mycia ciała i włosów

Pytacie ostatnio o produkty do mycia ciała i włosów. Właśnie mam zużyte 3 tubki:

Żel do mycia włosów i ciała dla dzieci – wprawdzie listy składników nie widzicie na zdjęciu, ale w tym przypadku nie trzeba jej analizować. Bo mamy certyfikat natrue (czarny profil na dole koło napisu naturkosmetik) – czyli kosmetyk jest na pewno naturalny, a poza tym jest informacja (na górze), że nie ma zapachu (parfumfrei). To bardzo neutralny i delikatny żel pod prysznic. Nadaje się nie tylko dla dzieci. Sama też go bardzo lubię. Jego minusem jest to, że nie ma go w Polsce (chyba że na allegro). Do kupienia w niemieckiej (a także austrackiej i czeskiej) drogerii dm

Zwróćcie uwagę, że pod napisem alverde jest napis naturkosmetik, czyli kosmetyk naturalny. O ile w Polsce nie ufam takim napisom (znam kilka firm, które w nazwie mają kosmetyki naturalne, a wcale takich nie produkują), to w Niemczech jest inna sytuacja. Tamtejszy związek producentów kosmetyków (kosmetyków w ogóle, nie tylko naturalnych) ustalił własną definicję kosmetyku naturalnego. I wszyscy, którzy są w tym związku się na to zgodzili. Ustalili własny certyfikat (BDiH) i przestrzegają stworzonych przez siebie reguł. W Polsce niestety lobbing producentów zwykłych kosmetyków jest na tyle silny, że nie chcą sobie narzucić takiego rygoru. Dlatego mamy sporo produktów, które tylko naturalne udają, ale chcą podążać „modnym trendem”. Jednak wierzę, że siła konsumentów i ich wyborów (czyli tego, co kupują) zmusi producentów do zmian formulacji i stworzenia prawdziwie naturalnych kosmetyków. 

Kolejne zużyte przeze mnie produkty to szampon i odżywka francuskiej marki Coslys. Pod nazwą macie napis BIO – to mniej znany (ale równie dobry co ecocert) certyfikat Cosmebio. W tym przypadku też już nie trzeba czytać listy składników, można zaufać temu certyfikatowi. Włosy mam przetłuszczające u nasady, suche końcówki – i taki zestaw sprawdzał się bardzo dobrze. Ten zestaw jest do suchych włosów, ale moich wcale nadmiernie nie obciążył (czego się zwykle obawiam po produktach do włosów suchych i zniszczonych). Odżywka jest dość płynna, więc trzeba uważać, żeby nie uciekła z tubki. Do kupienia przez internet w sklepie matique

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: