Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Zużyte – polecone, czyli ostatnie denko

Oto moje zużyte w ostatnim czasie kosmetyki do pielęgnacji.

Lavera balsam do ciała – klasyka gatunku, zawsze polecam ich produkty do włosów i do ciała. Ten balsam też mnie nie zawiódł. Bardzo dobrze nawilża i faktycznie wygładza skórę. Nie przesadzałabym natomiast z działaniem anty- cellulitowym. Moim zdaniem sam krem nigdy nie wystarczy. Więcej zdziała ostra szczotka i przysiady.

Santaverde serum do cery trądzikowej – żałuję, że nie było tej linii, gdy byłam nastolatką i miałam naprawdę problemy z trądzikiem. Wciąż mam tłustą cerę, ale już nie tak problematyczną, jak kiedyś. Niemniej jednak to serum jest świetne także dla mojej dojrzałej (spójrzmy prawdzie w oczy) cery. Doskonale matuje i wręcz idealnie nadaje się pod makijaż (także mineralny – nic się nie warzy). To było moje pierwsze, ale na pewno nie ostatnie opakowanie. 

Santaverde tonik do cery problematycznej – od pewnego czasu używam toników bez użycia wacików, więc atomizer jest tutaj kluczowy (ten jest bez zarzutu). Bo ekologicznie – mniej zużytych wacików, a więc mniej śmieci, a poza tym szkoda mi drogiego produktu zostawiać na waciku zamiast na skórze. Tak więc spryskuję twarz, szyję i dekolt i wklepuję palcami (czystymi, rzecz jasna). Świetnie łagodzi i przygotowuje do aplikacji serum, o którym piszę powyżej.

Alverde płyn micelarny – i tu porażka. To żadne płyn micelarny, tylko tonik z alkoholem. Szczypie w oczy, a więc zupełnie nie nadaje się do demakijażu oczu, a jeśli chodzi o resztę twarzy, to mam wrażenie, że słabo usuwa makijaż. Nazwa (woda micelarna) bardzo myląca i więcej go nie kupię.

Phenome krem do rąk anti-aging – szybko wchłaniający się, dobrze nawilżający krem do rąk, do tego z przyjemnym naturalnym zapachem. Czyli taki, jaki krem do rąk powinien być.

Phenome peeling do rąk manicure scrub – jedyny znany mi taki produkt wśród kosmetyków naturalnych. Nie chodzi o zwykły peeling, tylko taki specjalny delikatny cukrowy scrub do dłoni i paznokci. Lubię go wcierać w skórki wokół paznokci, bo od razu widać efekt. Cukier wygładza, a oleje roślinne odżywiają dłonie. Pielęgnacja idealna, z tym że nie da się od razu po jego aplikacji pomalować paznokci, bo są za tłuste. Trzeba byłoby je najpierw czymś odtłuścić, ale wtedy wysuszyłabym niepotrzebnie skórki. Więc wolę zrobić paznokciom i skórkom kurację nawilżającą, a kolor nałożyć dopiero następnego dnia. Teraz ten scrub jest w nowym opakowaniu (słoiczek), to fajnie, bo łatwiej będzie go zużyć do końca, nie mecząc się z wyciskaniem tubki. 

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: