Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Tołpa green-washing

Oto pseudo-naturalny kosmetyk Tołpa żel micelarny do mycia twarzy i oczu.

Na opakowaniu jest wprawdzie napisane, że brak parabenów, SLS-ów, PEG-ów, sztucznych barwników. Ale to wciąż nie jest kosmetyk naturalny, bo w składzie mamy m.in.:

Propylene Glycol – podrażnia skórę i wywołuje alergie, narusza barierę ochronną i ułatwia przenikanie innych (toksycznych) substancji.

Disodium EDTA – konserwant, który ułatwia wnikanie innych składników. Sam w sobie nie wchłania się specjalnie do skóry i nie jest tak niebezpieczny. Ale wszystko zależy, jakie składniki są jeszcze w kosmetyku, bo jeśli są jakieś toksyczne (jak np. ww. propylene glycol), to Disodium EDTA ułatwi im przenikanie do skóry.

Jest tu też sztuczny zapach, który też może podrażniać i pamiętajmy, że nie wiemy dokładnie, co kryje się pod nazwą „parfum”, bo to tajemnica producenta i nie trzeba ujawniać wszystkich substancji, które składają się na kompozycję zapachową.

Nie pomoże Tołpie opakowanie poddawane recyklingowi i naturalny kolor. Jeszcze jest napisane w liczbie mnogiej „roślinne składniki aktywne” – a w składzie widzę jeden taki składnik – olej z lnu (ekstraktu z torfu nie liczę jako składnika roślinnego). Zatem to nie jest kosmetyk naturalny. Nie dajcie się nabrać.

 

 

 

 

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: