Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Cała prawda o naturalnych dezodorantach

Tak, wiem, że jest na zdjęciu Vichy i pewnie się zastanawiacie, co robi dezodorant z aluminium u mnie na półce. Wszystko wyjaśnię po kolei.

Aktualnie używam kilku dezodorantów na raz. Każdy ma tu swoje miejsce i określone zastosowanie.

Sylveco – bez alkoholu, składnikiem absorbującym pot jest tu skrobia ryżowa. Stosuję go po goleniu albo po depilacji. Kulka delikatna i przyjemna w aplikacji. Ma kremową konsystencję, więc nic się z niego nie wylewa. Jednak nie jest zbyt trwały. Oceniam go na pół dnia.

Weleda – cytrusowa kulka z alkoholem. Pachnie intensywnie cytrusowo i ten zapach utrzymuje się przez jakiś czas. Nie maskuje wydzielania potu, więc na koszuli mogą pojawić się plamy, a poza tym sam dezodorant ma (w porównaniu do poprzednika) dość lejącą konsystencję. Wystarcza na trochę dłużej niż Sylveco (ale nie 24h), jednak żeby efekt był zadowalający trzeba go aplikować dwa albo trzy razy dziennie. Lubię cytrusowy aromat, bo wprawia mnie w dobry nastrój.

Lavanila – zdobycz z amerykańskiej Sephory, solidny sztyft z naturalną kompozycją zapachową stworzony przez przebojową Amerykankę, która wymyśliła tę markę, bo od syntetycznych zapachów bolała ją głowa. Dezodorant dopracowany fantastycznie – począwszy od receptury na opakowaniu kończąc. Jest u mnie w czołówce, jeśli chodzi o naturalne dezodoranty. Wystarcza na cały dzień – zakładając, że wracam do domu około 18.00.

Vichy – sama bym go w życiu nie kupiła, bo przecież zawiera aluminium. To prezent od ukochanego, który w ten subtelny sposób zakomunikował mi, że wszystkie moje naturalne dezodoranty po pewnym czasie przestają działać, co w konsekwencji źle działa na jego nos. Przyjęłam więc ten Vichy z pokorą, ale jako świadomy konsument (wiedząc jak działa aluminium), używam tego dezodorantu w określonych sytuacjach, które tego wymagają, jak np. cały dzień jestem w pracy, a wieczorem idę na Thanksgiving Party, na które zostałam zaproszona przez moją dawną korpo prawniczą. Nie będzie okazji się odświeżyć po południu, a do domu wrócę jak już moje dziecko będzie spało. Ale pierwsze co wówczas zrobię to zmyję ten dezodorant wodą z mydłem. Następnego dnia nałożę któryś z naturalnych. Bez problemu da radę, bo Vichy naprawdę działa długo.

 

 

 

 

 

 

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: