Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Olejek migdałowy do twarzy Weleda

Wczoraj uczestniczyłam w warsztatach organizowanych przez markę Weleda i się dokształciłam w kwestii kosmetyków naturalnych. Bohaterem dnia został dla mnie ten oto olejek migdałowy Weleda, bo dzięki niemu odkryłam świetny sposób na demakijaż oczu.

Lista składników to 3 pozycje: olej ze słodkich migdałów, olej z pestek śliwy domowej, ekstrakt z kwiatów tarniny. Ale pamiętajcie, że nie wystarczy pomieszać ze sobą trzy składniki, wstrząsnąć i gotowe. To nie drink Jamesa Bonda. Tutaj liczy się pochodzenie, czyli skąd te olejki się wzięły. Tutaj składniki pochodzą z organicznych i biodynamicznych upraw oraz ze zbiorów certyfikowanej roślinności dziko rosnącej. Co to oznacza? Że kupując zwykły olej ze słodkich migdałów w plastikowej buteleczce, taki jak możecie znaleźć wśród wielu wystawców na targach Eko Cuda – to nie jest to samo.

Bo nie znacie jego pochodzenia. Bo choć widzicie, że jest tylko jeden składnik, to wcale nie jest powiedziane, że ten olejek dostałby certyfikat ekologiczny, jak np. NaTrue, który ma Weleda. Bo żeby dostać certyfikat, to trzeba się wykazać, skąd się wzięło każdy składnik i czy roślinka, z której pochodzi rosła sobie spokojnie i ekologicznie, czy była może pryskana nie wiadomo czym. Dlatego olej olejowi nie równy i stąd kosmetyki z certyfikatem mają przewagę na tymi bez. Wróćmy jednak do mojego bohatera dnia.

Generalnie jest to olejek do pielęgnacji twarzy – łagodzący, odżywczy, ochronny w chłodniejsze dni, a więc idealny na jesień. Ale ma jeszcze jedno fantastyczne zastosowanie. Mianowicie to świetny preparat do demakijażu oczu. Zwykle używam płynu micelarnego, bo po olejowych konsystencjach widzę jak za mgłą. Podeszłam więc sceptycznie do pomysłu, by zmywać oczy tym olejkiem. I tu zaskoczenie, bo wcale nie musiałam nakładać tego oleju na oczy. Renata (przedstawicielka Weledy z Niemiec) poprosiła wszystkie uczestniczki warsztatów, żebyśmy zwilżyły dwa płatki kosmetyczne najpierw wodą i nałożyły kilka kropli olejku. I dopiero przyłożyć do oczu i przytrzymać. Po chwili większość tuszu była na waciku. Byłam zachwycona. Nawet na opakowaniu nie ma takiego sposobu zastosowania tego olejku.

Olejek z wodą świetnie zmył oczy. A wystarczyło dosłownie kilka kropli. Oczywiście poprawiłam jeszcze kolejnymi płatkami aż były czyste. Ale nie musiałam wcale ich dużo zużywać. To chyba najtańszy płyn do demakijażu oczu, jaki spotkałam w ostatnim czasie i do tego z tak dobrym składem. Nie szczypie w oczy, nie ma zapachu, składniki idealne. Bardzo mi się podoba takie zastosowanie tego olejku do twarzy. Sama nigdy bym na to nie wpadła. Polecam spróbować.

 

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: