Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Madara

Specjalnie dla mojej sąsiadki – dziś będzie o kosmetykach Madara.

Pochodzące z Łotwy kosmetyki naturalne Madara z certyfikatem ecocert to dla mnie przykład bardzo dobrej jakościowo marki ze wschodniej Europy. Wiele lat temu ta marka była obecna stacjonarnie w Douglasie. Tak, tak, pewnie niewiele z Was to pamięta. Potem zniknęła. Pewnie było za wcześnie, bo świadomość klientów i rozpoznawalność naturalnych marek była wówczas niewielka. Douglas eksperymentował wtedy z różnymi markami kosmetyków naturalnych, których największy wybór był wówczas stacjonarnie w CH Arkadia w Warszawie.

Madarę odnalazłam po latach w nowych opakowaniach i szerszym asortymencie w sklepie internetowym matique.pl. Wybór ogromny. To nie jest marka na studencką kieszeń, ale bardzo dobrej jakości kosmetyki dla kobiet, które – powiedzmy – studia skończyły już jakiś czas temu. Nie znam oczywiście ich całego asortymentu, ale do tej pory kosmetyki, których używałam, się dobrze spisały. Oto, co teraz mam na półce:

Olejek do ciała – tłusty, bardzo odżywczy olejek. Oczywiście nie mam złudzeń, że sam olejek wyrzeźbi mi kaloryfer na brzuchu i ujędrni pośladki. Natomiast doskonale nawilża i odżywia skórę ciała. Stosuję od stóp po dekolt.

Krem nawilżający na dzień – higieniczny dozownik, gęsty, ale nie jest zbyt tłusty. Dobrze się wchłania. Przeznaczony jest (zgodnie z informacją na opakowaniu) dla suchej skóry. Ja mam mieszaną, ale ten krem wcale jej nie zaszkodził. Za to działa bardziej odżywczo. Poza rzadkimi ostrymi burzami jest teraz dość suche i gorące powietrze, dlatego taka solidna porcja nawilżenia zdecydowanie mi się przydaje.

Płyn micelarny – to mój absolutny hit. Skład ma mistrzowski. Sok z aloesu, woda różana, hydrolat oczarowy, kwas hialuronowy. Mogę go wlewać niemal do oczu i w ogóle nie szczypie. To mój autorski test na delikatność płynów micelarnych. Poza tym przy tym inne płyny są jak zwykła woda. Ten jest trochę bardziej gęsty, ale nie jest to żaden żel. Zmywa świetnie tusz do rzęs i cały makijaż. Aż żałuję, że jest tylko w tak małych buteleczkach.

Maseczka węgiel i błoto – urocze składniki, ale co ważniejsze, to błoto i węgiel są na początku składu, a więc jest ich całkiem sporo. Węgiel to ostatnio modny składnik maseczek oczyszczających. W zeszłym roku była afera, bo jedna z marek (nie eko) wypuściła maseczkę z aktywnym węglem, a w składzie tego węgla nie było. Tutaj węgiel jest (nazwa INCI Charcoal Powder) i działa. Po pierwszym użyciu miałam wrażenie, że jest gorzej z moją cerą, ale potem było lepiej. Oczywiście nie stosuję jej tak regularnie jak zaleca producent (2-3 razy w tygodniu), pewnie byłyby jeszcze lepsze efekty, ale nie chcę straszyć rodziny tak często.

Ze wszystkich tych kosmetyków Madara jestem zadowolona (ale najbardziej z płynu micelarnego) i polecam. Tak więc, moja droga sąsiadko, możesz śmiało kupować!

 

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: