Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Sephora in the USA – część 2

Oto kolejne marki kosmetyków naturalnych, które odkryłam w amerykańskiej Sephorze. Część pierwszą znajdziecie tutaj. Kto wybiera się do USA w najbliższym czasie, to proszę robić notatki!

Youth To The People – marka założona przez dwóch facetów, którzy piją zielone koktajle i ogólnie prowadzą zdrowy tryb życia. Wykorzystują sprawdzone przez siebie superfoods do tworzenia kosmetyków. Stąd znajdziecie w składzie np. żelu oczyszczającego do twarzy – jarmuż, szpinak i zieloną herbatę. I teraz uwaga. Od niedawna te kosmetyki są dostępne w polskiej Sephorze – głównie on-line, ale w jednej perfumerii widziałam kilka produktów na półkach.

Glow recipe – choć nie wygląda, to marka z Korei. Moda na koreańskie kosmetyki mnie nie wzrusza, bo produkty, które trafiły do Polski mają słaby (żeby nie powiedzieć fatalny) skład. Tutaj chlubny wyjątek. Świetne naturalne receptury, dużo wyciągów i ekstraktów roślinnych. A opakowanie w niczym nie przypomina tandetnych maseczek z chińskimi hieroglifami zamiast liter. A w składzie arbuzowego kremu nawilżającego na pierwszym miejscu znajdziecie… ekstrakt z arbuza. Brawo!

Coola – znowu słońce i kalifornijscy surferzy. Specjalizują się w filtrach mineralnych (kremy chroniące przed promieniowaniem słonecznym oparte są o tlenek cynku i dwutlenek tytanu). W przeciwieństwie do asortymentu w polskich perfumeriach, te kremy na słońce są dostępne w amerykańskiej Sephorze przez cały rok. U nas zaczyna się dopiero na nie sezon, a z półek znikną pewnie w połowie września. Jest np. krem SPF 30 ogórkowy, to ekstrakt z ogórka jest całkiem wysoko w składzie. Wprawdzie trafi się w niektórych kosmetykach jakiś silikon (lojalnie uprzedzam), to uważam, że marka jest godna uwagi.

The Beauty Chef – kosmetyki do jedzenia. Takie rzeczy to absolutna nowość na rynku. U nas suplementy diety kojarzą się raczej z wzdęciami, nieświeżym oddechem, a nie urodą. Wbrew pozorom (na zdjęciu) to nie jest kolagen do picia, tylko naturalnie fermentujące probiotyki, które działają na skórę od wewnątrz. Bardzo mnie to interesuję i będę na bieżąco śledzić, co godnego uwagi pojawia się na polskim rynku w tym temacie.

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: