Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Żart prima aprilis

Wasza czujność jest iście rewolucyjna! Wczoraj zamieściłam na insta story kilka próbek kosmetyków, które pokazałam jako nowości i że wkrótce napiszę o nich więcej. Dostałam w krótkim czasie sporo wiadomości, czy to żart, czy ja to na pewno polecam?! A może pojawiło się faktycznie coś nowego z dobrym naturalnym składem? Nawet jedna z firm wysłała mi serduszko… Rozwiewam wszelkie wątpliwości – nic z tego nie polecam. To był prima aprilis;)

Zbierałam te próbki, żeby Wam pokazać składy i jednocześnie zaznaczyć składniki, których należy unikać. Zacznijmy do kuracji antybakteryjnej Ziaja med. Dodatek med nic dla mnie nie znaczy, to tylko slogan reklamowy. Co mamy w składzie? Silikony, glikole, PEG-i. Ale najlepsze jest na końcu – konserwanty Methylparaben, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Diazolidinyl Urea. Parabeny to pikuś. Te dwa ostatnie to są dopiero toksyczne składniki. Oba to tzw. uwalniacze rakotwórczego formaldehydu. Choć dopuszczone do stosowania w kosmetykach, to tylko w ograniczonym stężeniu (odpowiednio 0,1% i 0,5%), a producenci sami od nich odchodzą, bo są inne, mniej szkodliwe konserwanty. Z tego powodu Ziaja, która je stosuje, tak bardzo mi się nie podoba. Te dwa składniki są wręcz toksyczne, mogą powodować alergie skórne, a są też badania wskazujące na ich działanie rakotwórcze:

https://www.ewg.org/skindeep/ingredient/700019/2-BROMO-2-NITROPROPANE-1%2C3-DIOL_%28FORMALDEHYDE_RELEASER%29/# 

https://www.ewg.org/skindeep/ingredient/701923/DIAZOLIDINYL_UREA_%28FORMALDEHYDE_RELEASER%29/# 

Następnie mamy żel do mycia twarzy Dermedic, który rzekomo „delikatnie oczyszcza”. Dlaczego rzekomo? Bo mając w składzie Sodium Laureth Sulfate nie odważyłabym się użyć sformułowania „delikatnie”, ale raczej „szoruje jak płyn do mycia naczyń”. W składzie mamy też PEG i DMDM Hydantoin. Ten ostatni to też uwalniacz formaldehydu:

https://www.ewg.org/skindeep/ingredient/702196/DMDM_HYDANTOIN_%28FORMALDEHYDE_RELEASER%29/#

Japończycy zabronili jego stosowania w niektórych kosmetykach. Działa drażniąco na skórę, oczy i płuca (przy wdychaniu). Podejrzewany o działanie rakotwórcze i może powodować szybsze starzenie się skóry. Dziękuję, nie używam.

Janda – to dopiero odkrycie. Cenię Krystynę Jandę jako aktorkę, ale jej kosmetyki wcale. Najpierw ubawiły mnie drony kosmetyczne (to ich zastrzeżona nazwa własna?!), które mają tu działać na odbudowę fundamentów skóry. O matko i córko! Nie słyszałam jeszcze czegoś takiego. Na liście INCI drony zmieniają się w dużą dawkę silikonów zakonserwowanych zestawem parabenów. Jakieś tam ekstrakty się znajdą w tym morzu składników rodem z tablicy Mendelejewa, ale dla mnie giną w tym chemicznym gąszczu, podlanym wielokrotnie alkoholem.

Na opakowaniu hasło: bądź prawdziwa! Rezultat? Świetnie wyglądająca skóra ze spłyconymi zmarszczkami. No nie wysiliła się agencja reklamowa z tym przekazem. Lista składników mnie nie przekonała. Pozostanę przy zdolnościach aktorskich właścicielki marki kosmetycznej, a na ten projekt spuszczę zasłonę milczenia.

Na koniec mojego prima aprilisowego żartu Pharmaceris, czyli linia apteczna Dr Ireny Eris. No i znowu – linia apteczna nie oznacza, że jest ekologiczny skład, że nie ma potencjalnie toksycznych składników. Bo mamy tutaj przeciwsłoneczny filtr chemiczny, glikole, PEG-i i oczywiście silikony. Dla mnie to nie jest zestaw, który zaleczy trądzik. Nie ryzykowałabym stosowania na własnej skórze, bo bałabym się, że dostanę po nim jakiegoś niekontrolowanego wysypu krostek i innych pryszczy. Slogan – przebadano dermatologicznie oczywiście też na mnie nie działa. Każdy kosmetyk jest przebadany dermatologicznie. To żadne odkrycie.

Podsumowując – to tylko próbki, których nie zamierzam nawet testować. Na szczęście na każdej z nich jest lista składników. Można sobie poczytać i zobaczyć, że to nie są kosmetyki naturalne. Nic z tego mi się nie podoba i nic nie polecam. Polecam za to czytać listę składników. A jak nie, to czytać mojego bloga – tu jasno piszę, co ma naturalny skład, a co nie.

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

6 Comments

  1. Co wobec tego jest wg Pani godne polecenia? 🙂 bardzo chętnie dowiem się o czymś, co pomoże cerze mieszanej ze skłonnością do trądziku i nie zostawi po sobie skutków ubocznych 🙂

    1. Zdecydowanie bez parafiny. Wśród naturalnych marek są linie do cery trądzikowej. takie kosmetyki ma np. Santverde, Naturativ, czy Beyond Organic Skincare.

  2. Nie rozumiem tylko czemu wprowadzasz w błąd i opisujesz marki, które nie są i nie komunikują, że są naturalne? Marka farmaceutyczna, drogeryjna a naturalna to zasadnicza różnica. Skoro ekologiczne marki są takie ach i och to czemu ich nie ma w aptekach? Dlaczego nie przepisują ich lekarze, skoro są takie super?Odpowiem Ci, bo mogą uczulać silniej niż marki apteczne czy nawet drogeryjne. Są mniej wnikliwie przebadane, droższe, etc. Akurat mnie dermatolog przepisał krem z parafiną, silikonem i mimo że wiem, jak działają te substancje, szczególnie przy trądziku, to widzę sporą poprawę niż działając na własną rękę kosmetykami z hiperskładami.

    Faktem jest, że każdy kosmetyk jest przebadany dermatologicznie – tyle z tego postu.

    1. A mnie kiedyś dermatolog przepisał preparat, który składa się z: paraffinum liquidum, petrolatum, cera microcristallina (czyli 3 formy parafiny i tyle). No cud miód, palce lizać. Fakt, że nie uczula :D. A dlaczego to przepisują? Bo koncern, który tę parafinę za 40 zł (!!!) wyprodukował i sprzedał, miał z lekarzem umowę lojalnościową. To w odpowiedzi na pytanie, dlaczego kosmetyków ekologicznych nie ma w aptekach (choć w niektórych są) : bo są to małe marki, bez milionów na marketing i wkupowanie się w ofertę aptek (tak, bo firmy płacą aptekom za to, że mogą wstawiać tam swoje produkty), stąd stać na to tylko duże firmy, które wydając tak niewiele na składniki swoich produktów, mogą pompować resztę kasy w reklamę i kasę dla lekarzy / aptek.

      1. Parafina jest bardzo tanim składnikiem. Nie jest to składnik toksyczny, ale raczej neutralny. Po prostu nic z cerą nie zrobi. Nie ma tam żadnych substancji odżywczych ani witamin. Takie nic. A za takie nic nie warto płacić (czasami dużych pieniędzy).

    2. Wiele osób wciąż myśli, że kosmetyki z apteki to kosmetyki naturalne, bo przecież „jak są w aptece, to polecają je lekarze i farmaceuci”. Poza tym nie każdy jest świadomym konsumentem i zdaje sobie sprawę, co to jest parafina i silikony w kremach. Mnie interesują kosmetyki z dobrym naturalnym składem. A takie zdarzają się również wśród marek, które nie zawsze są w pełni naturalne. Po prostu chodzi mi o to, żeby czytać listę składników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: