Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

W drodze na narty

W drodze na narty, z przystankiem na jeden nocleg nie opłaca się brać całego bagażu z auta do hotelu. Trzeba się kompaktowo zapakować w mały podręczny bagaż z myciem i czystą bielizną na jedną noc. Mamy więc do wypróbowania minimalistyczne mycie. Zabrałam do mini żel pod prysznic, który w założeniu jest wielofunkcyjny – Dr. Bronner’s pure castille liquid soap. Powiem tak – on nie jest wielofunkcyjny, ale wręcz wszystko funkcyjny. Bo nadaje się do mycia twarzy, ciała, włosów, mycia naczyń, prania, sprzątania, czy mycia psa. Teraz małe sprostowanie – nie pojechałam pod namiot, tylko na narty. Psa aktualnie nie posiadam.

Żel pod prysznic sprawdził się wyśmienicie – nadaje się faktycznie do mycia twarzy i ciała, i co najważniejsze, nie wysusza skóry. Mam wersję cytrusowo-pomarańczową, która tak właśnie pięknie pachnie. Żel nie jest gęsty, ale bardzo wydajny, niewielka ilość dobrze się pieni i przyjemnie myje. Jestem z niego bardzo zadowolona. W Polsce do nabycia tutaj.

Skład prosty i bardzo dobry:

Składniki/ Ingredients (INCI): Water, Organic Coconut Oil*, Potassium Hydroxide**, Organic Palm Kernel Oil*, Organic Olive Oil*, Organic Orange Oil, Organic Hemp Oil, Organic Jojoba Oil, Organic Lemon Oil, Organic Lime Oil, Citric Acid, Tocopherol

*Składniki z certyfikowanych upraw ekologicznych

**Nic nie pozostaje z tego składnika po zmydleniu olejów w mydło i glicerynę

Jednak nie jestem jeszcze tak minimalistyczna, bo zabrałam ze sobą również szampon do włosów – Cosnature w wersji wild rose (czyli po naszemu dzika róża). Ale tu jest haczyk, bo nie wzięłam odżywki. Zostałam więc skazana na umycie włosów samym szamponem (bo przecież nie kupię jakiegoś byle jakiego Loreala). W tym momencie zdałam sobie sprawę, że jestem jednak uzależniona od odżywki, bo z powodu jej braku zaczęłam odczuwać niepokój. Podjęłam jednak wyzwanie i umyłam włosy samym szamponem, spodziewając się wyrwania połowy włosów przy rozczesywaniu. Przy okazji był to test dla szamponu.

Marki Cosnature przedstawiać nie trzeba. Certyfikat NaTrue mówi za siebie. Od szamponu nie spodziewam się nie wiadomo jakiego efektu. Chcę mieć dobrze umyte włosy, bez przykrych niespodzianek typu podrażnienie skóry głowy, czy inny łupież. Ten jest bezpieczny dla skóry głowy? Ale co z włosami i ich rozczesywaniem?

No więc nie było wcale tak źle. Oczywiście z rozczesywaniem był mały problem, bo mimo że mam rzadki grzebień, trochę mi to zajęło. Ale włosy były lśniące, wcale nie były bardzo sianowate (czego się obawiałam). Nie wyrwałam ich w nadmiarze. Przy okazji odkryłam, że mniej się przetłuszczają. Wniosek? Stosowałam za dużo odżywki. Teraz będę nakładać naprawdę na same końcówki i zobaczymy, co się stanie.

 

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: