Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Wypadek na planie, czyli dziś recenzji nie będzie

Wykorzystując piękny słoneczny dzień, co w październiku należy do rzadkości, postanowiłam zrobić zdjęcie toniku Pure Skin Food. Nówka sztuka opakowanie, jeszcze nie używana szklana buteleczka (to szkło ma tu zasadnicze znaczenie). A potem sobie poużywam i za jakiś czas napiszę, czy mi się podoba, czy nie.

Wyszłam więc na spacer z dziecięciem, żeby połączyć dwa w jednym, przyjemnie z pożytecznym, Tosia na spacerze, a ja zrobię zdjęcie kosmetyku, żeby było ładne tło, a nie tylko w kółko moja łazienka (bardzo atrakcyjna do zdjęć, ale po jakimś czasie jednak monotonna).

Tosia tuptusia, a ja szukam fajnego, najlepiej zielonego, tła, co na moim osiedlu wcale nie jest takie proste. Udało mi się końcu znaleźć małą alejkę między blokami, odpowiednio zadrzewioną i z trawnikiem. Przestrzeń mała, Tosia nie ucieknie. Jest ławeczka, a więc na czym postawić buteleczkę toniku. W tle zieleń, popołudniowe słońce świeci odpowiednim ciepłym światłem. 

Ustawiam, przymierzam, przestawiam, łapię od dołu, potem od góry. Wciąż nie to. Tosia tuptusia w moją stronę i pyta się stanowczym „yyyyyyyy?!” – czyli co to jest? Więc jej tłumaczę, że to taka ładna zielona buteleczka, kosmetyk naturalny, jak będziesz starsza, to też będziesz takich rzeczy używać, itd. W tym samym czasie złapałam odpowiedni kąt przymierzałam się do ujęcia. Tosia była gdzieś w pobliżu.

Dostrzegłam małą rączkę z boku kadru. Za chwilę wysunął się rękaw w kwiatki. Z prędkością światła Tosia zbliżała się do ławeczki, na skraju której stała pięknie oświetlona zielona buteleczka naturalnego toniku Pure Skin Food o zapachu orange blossom. Wiedziałam już, co się stanie, ale nie mogłam temu w żaden sposób zapobiec. Nieuchronne nadciągało nieubłagalnie. W ułamku sekundy podjęłam decyzję, żeby uwiecznić ostatnie chwile toniku na ławeczce, skąpanego w popołudniowym słońcu, które odbijało się w butelce, podkreślając jej wyjątkową zieleń. 

Nastąpiło zderzenie rączki z tonikiem i usłyszałam „plask!”…

Rozbita buteleczka leżała na chodniku. Atomizer przetrwał nienaruszony. W powietrzu unosił się zapach gorzkiej pomarańczy. Tosia skwitowała całe zajście pytającym „uuuueeee?” i oddaliła się na wszelki wypadek z miejsca zdarzenia.    

Nie przekonam się już o odżywczych i nawilżających właściwościach toniku, nie dowiem się, jak bardzo poprawia koloryt skóry, nie sprawdzę czy nada mojej skórze blasku. A jego skład był taki piękny.

Zostało mi po nim na pamiątkę zdjęcie. Ładne, prawda?



O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

0 Comments

  1. Nie ma co winić siebie czy dziecka. Moim zdaniem pakowanie kosmetyków w szkło to bezsens. Wiem, że to może ekologiczne, ale plastik jednak rządzi, a robi się już butelki biodegradalne czy też po prostu nietoksyczne dla środowiska. Są poręczne, lekkie i przeżyją każdy upadek, w dodatku tam gdzie nie ma możliwości zwrotu opakowania, tam nie ma miejsca na ekologię, taka prawda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: