Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

REN Skincare: hit i kit

Pisałam już kiedyś, że jeżeli jeden kosmetyk z danej firmy jest fajny, to nie oznacza, że wszystkie będą super. Tym razem też tak jest. Używam teraz dwa kosmetyki z REN Skincare – maseczkę złuszczającą z kwasami owocowymi i szybką maseczkę (oni to nazywają terapia) z witaminą C. Zacznę od tego produktu, z którego jestem niezadowolona.

Generalnie lubię witaminę C i chętnie wypróbowuję nowe kosmetyki z dużą dawką tej witaminy. Jak do tej pory najlepsze co miałam, to serum z witaminą C i wygląda na to, że tak  nadal zostanie. REN wymyślił produkt, który się nakłada na twarz, wmasowuje okrężnymi ruchami. Potem trzeba zwilżyć palce i dalej masować, żeby aktywować witaminę C, pozostawić na minutę i spłukać. Dla mnie to zbyt skomplikowane. Nakładam na sucho, potem na mokro, to mi odpada, nie wiem, kiedy minie minuta. Ufff….. no nie podoba mi się ta procedura. 

Ale jakby tego było mało, nie widzę efektów. Nie zauważyłam, żeby skóra była natychmiast wygładzona, błyskawicznie odżywiona. Oznak zmęczenia się nie pozbyłam, nie widzę żadnej jędrności. Skład dobry, wiem, że jest ta witamina C, bo nawet czuję ten specyficzny zapach, ale nie widzę niestety działania. Dlatego uważam, że ten produkt to strata pieniędzy, bo w tej samej cenie można sobie kupić coś lepszego z witaminą C (np. moje ulubione serum NuFountain, które zamawiam przez amazon). Na szczęście mam miniaturkę tego kosmetyku, więc szybko zużyłam i się z nim pożegnałam.

Maseczka z kwasami owocowymi – tu też mam miniaturkę, ale w przeciwieństwie do poprzedniego produktu, zdecydowanie chcę pełnowymiarowe opakowanie. Świetna maseczka wygładzająca. Te kwasy owocowe od razu czuć – lekko szczypie miejscami, ale absolutnie do zniesienia. Skład jest fantastyczny – ekstraktów owocowych jest tyle, że mogłabym z tych owoców zrobić sałatkę. Zapach w 100% naturalny, ale tak naprawdę nie czuję tam żadnego specjalnego zapachu, tylko lekko kwaskowatą nutę. 

Nie stosuję tej maseczki regularnie, bo nie mam na to czasu, ale za każdym razem jak mi się uda, to widzę, że twarz jest jaśniejsza i gładka. Omijam oczywiście okolice oczu szerokim łukiem, ale za to stosuję ją na szyję. Ten produkt zdecydowanie polecam. 





O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

0 Comments

  1. Marokańska róża to dla mnie klasyczny różany zapach w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To droższa róża niż ta bułgarska, która dla mnie ma zapach babciny. To nuta przypominająca nieco zapachy Chanel oparte o róże, przypomina mi też niszowe perfumy A la rose Francis Kurkdjian (dostępne w Missala).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: