Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Zimowe nowości

Wśród tegorocznych zimowych nowości w mojej ekologicznej łazience jest nowa marka Pony Huetchen ze Szwajcarii. To ręcznie robione dezodoranty w kremie i ręcznie ubijane balsamy do ciała. Oba kosmetyki wzbudziły mój zachwyt. 

Dezodorant w kremie oparty jest o olej kokosowy i sodę oczyszczoną. Po moich doświadczeniach z naturalnymi dezodorantami muszę stwierdzić, że dezodoranty w kremie z sodą lepiej się sprawdzają niż te oparte o alkohol i olejki eteryczne. A przynajmniej na mnie mieszanka alkoholu i olejków eterycznych działa zbyt krótko. Minusem dezodorantów w kremie jest ich aplikacja. Trzeba nauczyć się szpachlować pod pachami. To cała filozofia. Ale mimo to warto się do nich przekonać. Nie ukrywam, że to nie będzie aluminiowy biotherm, który trzyma przez cały dzień i trzeba się porządnie wieczorem namydlić, żeby się go pozbyć. Natomiast jeśli nie czeka nas egzamin albo ważna rozmowa, to jak najbardziej polecam eko dezodoranty w kremie. 

Drugą szwajcarską nowością jest balsam do ciała. A w zasadzie mus do ciała, ręcznie ubijany. I to ubijanie naprawdę da się czuć pod palcami. Ma bardzo lekką konsystencję, dokosnale rozpływa się w dłoniach. Do tego limitowana zimowa edycja, którą posiadam, ma fantastyczny zapach. Z przyjemnością się go nakłada. Oba szwajcarskie kosmetyki można nabyć w sklepie bioana

Mam też nowości od sprawdzonych polskich firm. Od Pat&Rub maska do włosów tłustych do stosowania przed myciem. Nie używałam wcześniej tego typu produktów od Pat&Rub i muszę przyznać, że działa bardzo dobrze. Myję głowę co drugi dzień, ale tego drugiego dnia moje włosy wyglądają całkiem znośnie i nie straszę tłustymi strąkami. Maskę stosuję średnio raz w tygodniu. Nakładam rano i trzymam około pół godziny. Potem myję normalnie włosy. 

Postanowiłam też zadbać o moje zmęczone ciało. Niestety zaniedbałam ostatnio basen. Bardzo mi brakuje pływania i planuję wrócić na basen w najbliższej przyszłości, jak tylko logistycznie się z tym ogarnę. W związku z tym mam wewnętrzne przekonanie, że muszę bardziej dbać o ciało, skoro niewiele z nim obecnie robię. Z tego poczucia winy pojawiło się serum do ciała Phenome. Smaruję się od stóp po dekolt. Jest dość treściwe jak na serum, zapach delikatny, raczej neutralny. Nie żałuję go i smaruję się dość grubą warstwą. Zimą  zwykle wolę grubsze warstwy. 

Bałwan na zdjęciu symuluje śnieg, którego aktualnie niestety nie ma za oknem. Czekam z niecierpliwością na choć lekki mróz. Zimno konserwuje. 



O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

0 Comments

  1. Mnie się bardzo podobał eliksir do ciała Phenome "Smoothing" z czerwoną herbatą, a Twojej wersji nie próbowałam. Jedyną wadą było to, że był ekstremalnie niewydajny, za taką cenę jednak kosmetyk powinien starczać na dłużej, ale działanie było super.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: