Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Skarby w mojej torebce

Jeszcze na ostatnią chwilę słońca załapała się moja torebka i kosmetyki, które w niej noszę. Dużo tego nie ma, bo nie jestem zwolenniczką noszenia w torebce perfum, lakieru do włosów (zresztą nie używam) i kilku tubek kremu. Ale do rzeczy. 

Niezbędnikiem w mojej torebce jest zawsze coś do ust. I to nie jeden błyszczyk, co najmniej dwa. Jestem uzależniona od ciągłego smarowania i poprawiania ust. Zawsze mam przy sobie błyszczyk, czasami pomadkę. Teraz mam w torebce dwa błyszczyki. Jeden to różany Pat&Rub. Jest prawie przezroczysty, nadaje świetlisty, lekko różowy połysk. Drugi to kolorowy błyszczyk Felicea, który jest zdecydowanie różowy. Nadaje jasny i dość ostry odcień różu. Zwraca uwagę na usta. Jest lepszy na popołudnie, od rana nie lubię tak bardzo ich podkreślać.

Za to na wieczór zostawiam pomadkę. Długo nie mogłam znaleźć ekologicznej wersji. Zresztą kilka lat temu to było wręcz niemożliwe. Naturalnych szminek nie było w ogóle na naszym rynku. Teraz mam ciemno-różową pomadkę Tata Harper w sztyfcie. Jest dość twarda, dzięki czemu nie zużywa się zbyt szybko, ale kolor jest dobrze widoczny. Nie roluje się, z czasem delikatnie znika. Jej wąski kształt pozwala mi poprawiać makijaż ust nawet bez lustra. 

Odkąd jestem mamą w mojej torebce niezbędnikiem jest ekologiczny żel do mycia rąk bez mydła. Choć, to czego teraz używam trudno nazwać żelem. To taki psikacz, który zamienia się w płyn, który myje dłonie. Hand sanitizer od clean well niestety nie jest dostępny w Polsce. Bardzo żałuję, bo ten kosmetyk jest świetny. W podróży wręcz niezastąpiony.

I jeszcze jedno moje odkrycie – mokre chusteczki w tabletkach. Rewelacja! Nie dość, że super zielona lanserska tubka, to w środku ekologiczna skompresowana chusteczka, którą można umyć ręce, twarz, a nawet niemowlęcą pupę;) Jedną tabletkę wystarczy włożyć na chwilę pod wodę i rozwija się miękka wilgotna chusteczka. Compressed Wipes firmy green sprouts. To tez jest mój nabytek Z USA. Chusteczki są nasączone tylko roślinnymi ekstraktami. Nie są perfumowane, nie zawierają alkoholu i oczywiście żadnych chemikaliów. 

Gdy zrobi się chłodniej to wrzucę do torebki jeszcze krem do rąk. Ale póki co cieszę się ostatnimi ciepłymi promieniami słońca.




O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: