Lista składników to pierwsza rzecz, na jaką patrzę przed zakupem, kosmetyków, żywności, a także ubrań. Od wielu lat używam kosmetyków naturalnych i do tego będę Was zachęcić. Z drugiej strony, przeczytacie tu także o takich produktach, które omijam szerokim łukiem, bo tylko udają naturalne. Walczę o Wasze prawa i Wasze przemyślane decyzje zakupowe. Bądźmy świadomymi konsumentami – wtedy będziemy mieć wybór lepszych i zdrowszych produktów.

Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników

Czy będąc kobietą po trzydziestce należy się ostrzykiwać botoksem? Kobieca prasa daje mi dość mały wybór: albo botox albo drogie kremy. Ponieważ mdleję na widok strzykawki, skazałam się na drogie kremy. Jednak pewnego dnia kryzys zweryfikował zawartość mojej łazienki i zostałam postawiona przed koniecznością skreślenia jednego zera z ceny kremu. Znaleźć krem za 300 zł jest dość łatwo, ale za 30 już nieco trudniej. Nie miałam pojęcia, w jaki sposób znajdę idealny krem dla siebie. Mogę obejrzeć słoiczek i powąchać krem (o ile tester się nie zagotuje na podświetlanej półce w drogerii). Mogę wsadzić palec do słoika, gdzie przede mną było 45 innych paluszków i tipsów, a następnie zaaplikować sobie ten koktajl bakterii na twarz. Zamiast wygładzenia zmarszczek należy oczekiwać uczulenia albo trądziku. 

Czym więc mam się kierować kupując kosmetyki i czego się po nich spodziewać? Czy mają ładnie pachnieć, wygładzać zmarszczki, czy może dobrze wyglądać w łazience na półce? Najlepiej wszystko naraz. Idealny krem ma pachnieć jak drogie perfumy, likwidować zmarszczki w jedną noc i mieć zgrabny słoiczek. Nie znalazłam niczego takiego do tej pory, ale intensywnie poszukuję, podobnie jak miliony kobiet na całym świecie. I dalej oglądam reklamy, gdzie kobieta o nieokreślonym wieku bez mrugnięcia okiem zapewni mnie o trwałym efekcie wygładzenia skóry. Zapomniała tylko dodać, że photoshopem.

Zawiedziona stanem portfela (żegnaj creme de la mer!) zaczęłam sceptycznie spoglądać na mój nowy tani krem, który miał zastąpić dotychczasowego „bentleya” kosmetycznego. Szukałam na opakowaniu czegoś, co mnie przekona do tej drastycznej zmiany. I nagle drobnym drukiem zobaczyłam napis: SKŁADNIKI (INCI). Dalej było litanie składające się z łaciny i chemii. Z chemią skończyłam w liceum, a z łaciną na I roku studiów. Jednak postanowiłam rozszyfrować tę tajemną listę (nie było łatwo, ale o tym później). Od tego momentu nic nie było już takie same (na szczęście tylko w drogerii). 

Lista składników INCI była moim olśnieniem. Okazało się, że większość kremów niewiele się od siebie różni, a cudownych wyciągów roślinnych jest tyle, co kot napłakał. Rewolucja na półce w łazience nie odbyła się z dnia na dzień, ale stopniowo wymieniłam wszystkie kosmetyki (szkoda mi było tak po prostu wszystkie wyrzucić). Nadal mam pachnące kremy w ładnych słoiczkach, ale wiem, co faktycznie w tych słoiczkach jest. Chętnie się tą wiedzą podzielę i będę wszystkich zachęcać do czytania listy składników. 
 

O autorze
Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: